piątek, 20 kwietnia 2012

|08| "Czy może być nareszcie lepiej?"


Ocknęłam się kilka minut temu, aczkolwiek wciąż bałam się otworzyć oczy. Bolały mnie nogi, ręka, głowa. Czułam szybkie bicie serca i przyspieszony oddech, a moje zmęczone powieki szczelnie zakrywały widok na świat. Pomimo tego, wolałam żyć w tej chwili w ciemności, niż zobaczyć coś, czego nie chciałabym widzieć, a raczej kogoś, kogo nie chciałabym widzieć.
Ostatnie zdanie, które usłyszałam przed straceniem przytomności, brzmiące ‘Witaj ponownie, cukiereczku’ napawało mnie strachem. Czy to możliwie, żebym tam wróciła? Czy to możliwie, żebym znowu wpadła pod panowanie Lucasa? Czy to, do cholery, możliwe?!
Moje serce przyspieszyło, gdy przypomniałam sobie jego obrzydliwą twarz, a charakterystyczny dźwięk, do tej pory odzywający się w regularnym przedziale czasu, przyspieszył rytm.
Ktoś coś szepnął. Tak słodko, tak niewinnie. Poczułam dotyk na mej dłoni, równie słodki i niewinny, jak szept.
Co to za dziwny zapach? Pachnie znajomo. Tak, jak wtedy, gdy skręciłam kostkę i trafiłam do szpitala.
Szpital. Jestem w szpitalu! A może... może nadal mam złamaną kostkę? Może to, co przeżyłam dotychczas, było tylko głupim koszmarem, strasznym snem?
Ponownie do mych uszu dotarł szept. Przepełniona radością, uniosłam powoli powieki, w końcu mogąc ujrzeć pomieszczenie, w którym się znajdowałam.
Oślepiły mnie niezwykle białe ściany. Zamrugałam kilkakrotnie.
- Mama? - szepnęłam z nadzieją, tak głupią, dziecięcą, naiwną nadzieją.
- Jessica! Wróciłaś! - zawołał szczęśliwy.
Tak, wróciłaś Jess. Ciesz się.
- Harry ? - przeniosłam swój zrozpaczony wzrok na jego twarz i, przeżywszy szok, krzyknęłam: - Harry ! Co ci się stało?!
- Uspokój się. Leż spokojnie. Boże, jak dobrze cię widzieć!
Nie słuchałam go. Z trwogą zastanawiałam się, dlaczego jego twarz zdobi wielka śliwa i rozcięta warga. Jęknęłam z odrazą. To na pewno przeze mnie.
- Aż tak źle wyglądam? - zaśmiał się.
Święcił optymizmem, uśmiechał się radośnie.
- Harry, co się stało? - z trudem wypowiedziałam tak długie zdanie.
- Lucas...
Nie dokończył, bo przerwał mu mój rozpaczliwy krzyk. A więc znalazł mnie. Znalazł, a teraz oboje trafiliśmy do tego piekła, oboje odpowiemy za moją ucieczkę. Chciałaś być egoistką? Jesteś. Jesteś obrzydliwą, plugawą egoistką!
Trzeba było kazać mu uciekać! Trzeba było na niego nakrzyczeć, żeby zostawił cię w spokoju! Trzeba było go nie całować, a zyskałby trochę czasu! Trzeba było go uratować!
Ktoś brutalnie przycisnął moje ręce do łóżka. Zabolało. Krzyknęłam.
- Proszę stąd wyjść! Natychmiast! - darł się jakiś starszy mężczyzna.
- Nie wyjdę stąd! Proszę mi powiedzieć, co z nią jest! - Styles, parszywa gnido, uciekaj!
Było ich więcej. Trzymali mocno wszystkie kończyny mego ciała, niedelikatnie dotykając ran. Chciałam się wyrwać, ale byli silniejsi.
- Niech pan stąd natychmiast wyjdzie! Bo zawołam ochronę!
Coś boleśnie wbiło się w moje ramię, a potem nie było nic. Znowu.

- Jeśli będzie się pan tak zachowywał, zabronię panu do niej przychodzić!
- Ale panie doktorze... ja muszę wiedzieć, co się z nią dzieje!
Harold niemalże uwiesił się na wysokim mężczyźnie, potrząsając histerycznie rękami.
- Kim pan dla niej jest?
- Najbliższą osobą, ona nie ma rodziny.
- Przykro mi, nie mogę udzielić...
- Panie doktorze, błagam - płakał rzewnie.
Wieloletni, ceniony wśród pacjentów lekarz ugiął się.
- Jest w stanie ciężkim. Mało brakowało, a straciłby ją pan. Jej stan fizyczny i psychiczny oceniamy na równie ciężki, straciła wiele krwi, doznała poważnych obrażeń. Proszę mi powiedzieć, czy ona... ona jest narkomanką?
Słuchał go uważnie, chłonąc każde słowo.
- Ja nie wiem... nie widziałem, żeby...
- Znalazłem to w jej sukience - podał Lokowanemu kilka torebek białego proszku - Proszę się nią zaopiekować, potrzebuje tego. I proszę również uważać na siebie, cukrzyca to nie zabawa...
- Dobrze, rozumiem - odpowiedział beznamiętnie.
Podszedłszy powoli do szklanego okna, przyjrzał się dokładnie malutkiej osóbce śpiącej na łożu szpitalnym. Oparł swą twarz o szybę, zostawiając na niej kilka słonych łez.
‘Czemu uciekłaś? Dlaczego nie dasz sobie pomóc?’ – ściskał w dłoni narkotyk, łkając – ‘Dlaczego szukasz ratunku tam, gdzie nie potrzeba?’
Drgnęła.
Schował proszek do kieszeni, przekroczył próg i, usiadłszy obok niej oraz złapawszy ją za dłoń, szepnął:
- Proszę, daj się uratować.

Boże. Boże, Boże, Boże.
- Jessica? - zapytał, szepcząc.
- Harry. Harry, błagam... - niemalże krztusiłam się z bólu - Błagam, daj mi coś przeciwbólowego... Ja tu umrę!
Dusiłam się łzami. Wiedziałam, że wcale nie potrzebuję żadnego środka przeciwbólowego, potrzebowałam narkotyku.
Przyglądał mi się z zaszklonymi oczami.
- Harry! - darłam się, wiercąc na łóżku - Boli!
Wybiegł z sali, zostawiając mnie całkowicie samą.

- Ona nie może już dostać żadnego środka...
- Ale panie doktorze! Ona tam umiera!
- Proszę się uspokoić. Musi to przeżyć. Jej organizm potrzebuje narkotyku...
- Panie doktorze... - łkał - Ona cierpi!
- Jeszcze trochę - orzekłszy, pracownik szpitala oddalił się i przekroczył próg pobliskich drzwi.
Patrzył na nią, oddychając ciężko. Jej wychudzone ciało wiło się na wszystkie strony, a z gardła wyrywał się krzyk. Cierpiała, wiedział to. Miał wrażenie, iż jej ból, to jego ból.
Kolejna słona łza z cichym, niedosłyszalnym dla ludzkiego ucha, dźwięku spadła na podłogę. Ściskał w dłoni przedmiot odpowiedzialny za jej stan. Ściskał, nienawidząc coraz bardziej.

Prawdziwa miłość jest raną. I tylko tak ją można odnaleźć w sobie, gdy czyjś ból boli człowieka jako jego ból

W końcu poczułam ulgę, w końcu ból nieznacznie ustąpił. Co się ze mną dzieje? Gdzie jestem? Boże, czy ja... ja nie mogę po prostu stąd odejść? Tak spokojnie, bezboleśnie, cichutko. Tak, żeby nikt nie zapłakał, żeby nikt nie pamiętał. Iść do ciebie, mamo, porozmawiać z tobą, tato. Proszę cię, Boże. Tak bardzo cię proszę...
- Jessica, błagam, nie płacz już - szepnął, ocierając samotną łzę.
- Harry, ja... Ja cię przepraszam - łkałam.
- Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. Naprawdę, tylko... tylko zostań.
- Ale... Ja cierpię, niemiłosiernie cierpię. W zasadzie nie czuję niczego innego od śmierci moich rodziców. Dlaczego nie pozwalasz, żebym dała temu kres?
- Bo to nie jest rozwiązaniem. Bez cierpienia nie zrozumie się szczęścia.
Spuściłam głowę, oddychając ciężko. Z tym lokowanym pudlem nijak nie idzie się dogadać (na słowo ‘lokowany pudel’ uśmiechnęłam się nieznacznie).
Uniósł leciuchno mój podbródek do góry, mając bardzo poważną minę. Przestraszyłam się.
- Nie bój się - niemalże się zaśmiał - Mogę ci coś powiedzieć? Obiecujesz, że nie będziesz krzyczeć?
- Obiecuję.
Wsunął swoją dłoń w moją.
- Złapali Lucasa.
Drgnęłam, aczkolwiek nie wydałam z siebie żadnego dźwięku. Nie obchodził mnie fakt mojej niewiedzy, nie wiedziałam bowiem skąd znał to plugawe imię. Opadłam na poduszkę, a moje oczy napełniły się łzami, lecz innymi od tych, które dotychczas gubiłam niezwykle często. Płakałam cudownymi łzami szczęścia.
- Jak... Jak to możliwe? - z trwogą oczekiwałam jego odpowiedzi, gdyż bałam się, iż źle zrozumiałam, iż mogłam się przesłyszeć...
- Złapali go, jest na przesłuchaniu. Grozi mu wiele lat więzienia, jak nie dożywocie. Okazało się, że ma na sumieniu wiele istnień, a także handel narkotykami, truciznami, kobietami... - zatrzymał się i popatrzył na mnie czule.
- Co z nimi?
- Z kim?
- Z dziewczynami.... dziewczynami takimi, jak ja? Gdzie one są? Co z nimi zrobią?
- Zapewnią im leczenie, psychologa...
Westchnęłam głęboko. Czy to może dziać się naprawdę? Czy on naprawdę mi już nie zagraża? Czy mogę w końcu spać spokojnie? CZY MOŻE BYĆ NARESZCIE LEPIEJ?
- Jess?
- To przez niego masz podbite oko, prawda? - zapytałam nagle.
- Tak, przez niego.
- Jak to się stało?
- Nie wiem, czy chcesz...
- Opowiedz.
- A więc w momencie, kiedy cię podnosiłem, zaskoczył nas od tyłu. Ogłuszył mnie czymś metalowym... - zagryzłam wargę, lecz on spojrzał na mnie, jakby mówiąc "nie przejmuj się, to nie bolało, dałem sobie radę", po czym kontynuował: - Gdy się ocknąłem, on... On znowu się do ciebie dobierał! Rozumiesz?! Znowu chciał cię wykorzystać! - spuściłam głowę, pociągając nosem - Ale mu przeszkodziłem.
- I wtedy dostałeś w oko?
Splótł ręce na klatce piersiowej.
- Oj tam, to... to... On był o wiele bardziej poobijany - ponownie pokazał swą wyższość.
Wywróciłam oczami, kręcąc głową z politowaniem.
- Mężczyźni... - westchnęłam.
Fuknął z niezadowoleniem.
- No przecież ci wierzę - stwierdziłam zrezygnowana.
Patrzył przez chwilę w ścianę, dokładnie nad czymś rozmyślając.
Ozwał się nagle:
- Dlaczego nie powiedziałaś, że bierzesz narkotyki?
Spuściłam głowę, czerwieniąc się. Poczułam nagle ogromny wstyd, tak, jak dziecko, które mama przyłapała na czymś niewłaściwym. Znowu byłam tą najgorszą, znowu wyszłam na kobietę brudną, nie wartą zainteresowania.
- Nie potępiam cię, wiesz o tym.
- Nie mógłbyś choć raz się na mnie wydrzeć? - westchnęłam zrezygnowanym głosem, a on uśmiechnął się szeroko - Tak wiesz, porządnie nakrzyczeć? Chodź raz?
- Nie umiem.
Westchnęłam ponownie. Znów zastanawiał się nad czymś, wiercąc przysłowiowo dziurę w ścianie. Odwrócił się do mnie, patrząc prosto w oczy.
- Jessica, ty pamiętasz, co się wtedy wydarzyło? Pamiętasz, co zrobiłaś przed tym, jak cię podniosłem?
Oczywiście, że pamiętam. Pocałowałam cię.
- Nie, Harry, nie pamiętam niczego - czy wspominałam o tym, że jestem obrzydliwą egoistą i kłamczuchą? - A coś się stało? - zapytałam, zaciskając mocno wargi. Od zawsze nie lubiłam kłamać i nigdy mi to nie wychodziło.
- W zasadzie to tak... Ja... Ja muszę ci coś powiedzieć...
- Panie Styles !
Podskoczyliśmy oboje, usłyszawszy w progu głos lekarza.
- Panie Styles, proszę wrócić do swojego łóżka. Musi pan odpoczywać, tyle razy panu powtarzałem, że cukrzyca to poważna choroba! Ja zabieram pannę Smith na badania.
- Cukrzyca? – wyszeptałam, uprzednio krzywiąc się na dźwięk mego nazwiska.
W odpowiedzi kiwnął jedynie głową, a jego oczy zaszkliły się, straciły na chwilę swój wesoły blask.
Patrzyłam powoli na jego odchodzącą sylwetkę, nie rozumiejąc poczynań Boga. Dlaczego doświadcza nas cierpieniami? Bo bez cierpienia nie doznamy szczęścia? A co to w ogóle jest szczęście?

Szczęście to jedyna rzecz, która się mnoży, gdy się ją dzieli.

W chwili, gdy przekroczył próg, potworny ból znów ogarnął moje ciało. Był moim wybawieniem, moim lekarstwem. Dlaczego w takim razie nie umiem odwzajemnić jego uczuć? Dlaczego nie potrafię robić tego, co należy?
Krzyczałam w niebogłosy. Oddałabym wszystko, żeby dostać narkotyk. Wszystko, nawet siebie.
W tych niemożliwych do wyobrażenia męczarniach, doszłam do pewnego istotnego wniosku. Tylko niekiedy szczęście bywa darem, najczęściej trzeba o nie walczyć.
_____________________________________________________________________
W zasadzie, nie włączając początku, podoba mi się ten rozdział.

Czuję, że dzieje się ze mną ostatnio coś złego. Nie mogę skleić słów w jakieś normalne zdanie, te zaś nie mogę ułożyć w logiczną całość, tak, aby odcinek był zrozumiały i bujny w akcję. Przechodzę chyba coś w rodzaju uśpionej weny. Nie podoba mi się to, ale obiecuję, że bloga nie zawieszę. Także o to nie musicie się martwić, potrzebuję tylko kogoś lub czegoś, co mnie natchnie.
Pozdrawiam, niezmiennie, cieplutko. 

PS. Następny rozdział pojawi się gdy będzie przynajmniej 15 komentarzy :P 

14 komentarzy:

  1. Myślę ,że za mało się tu dzieje jak na tak długi okres oczekiwania na nowy post . Wiem ,że czasem trudno jest złapać wenę i napisać cokolwiek sensownego :) Ale myślę ,że nawet powinnaś napisać cokolwiek ,aby nie stracić czytelników ,bo wielu osobom po prostu znudzi się czekanie :)

    No to teraz tak coś na osłodę :D

    Wspominam już po raz któryś ,że świetnie piszesz :D okropnie podoba mi się Twój styl . Jest taki dojrzały , opowiadanie jest oparte na realnych zdarzeniach , takich które faktycznie dzieją się w okół nas :D Ogromny plus za to ,że jest to jedyny blog w swoim rodzaju i co najważniejsze JEST O CZYMŚ a nie o takich pierdołach jak wiele innych ( przepraszam za wyrażenie ) :D

    Serdecznie pozdrawiam ! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam Twoje opowiadanie, odcinki kończą się w takich momentach, kiedy dalsze zdarzenia nie są pewne, przez co sama próbuje wymyślić, co mogłoby się stać później.
    Świetnie piszesz, masz bogaty język, przede wszystkim pomysł i wyobraźnię. ;)
    Codziennie wchodzę na Twojego bloga i sprawdzam czy przypadkiem nie dodałaś nowego wpisu :D
    Pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdybyś tylko widziała mój ogromny zaciesz, kiedy na telefon przyszła mi wiadomość z gg, że dodałaś nowy rozdział! :D ♥ Pisałam to już wiele razy ale napiszę jeszcze raz, uwielbiam cię i to jak piszesz! Widzę, że w życiu Jess wszystko powoli się uspokaja, mam nadzieję, że będzie tylko lepiej i nie są to pozory, liczę, że w następnym rozdziale akcja się trochę rozwinie ;) Jess, czemu ty nie chcesz Harrego!? :D
    Życzę ci powrotu weny chociażby dla twojego lepszego samopoczucia, bo ja osobiście nie dostrzegam żadnego braku weny w tym rozdziale, bo wyszedł świetny jak każde inne! :)
    Pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na następną wiadomość na gg i mój radosny atak serca! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam cię cieszę się że dodałaś nowy rozdział i wyszedł naprawdę super. Mam nadzieję że Harry I Jen eda razem
    pozdrawiam i zapraszam do mnie
    http://onedirectionhistorie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeeju kocham to normalnie kocham! twój blog wyróżnia się na tle pozostałych :D nie jest o cukierkowej słodkie miłości od peirwszego wejrzenia, to właśnie lubię! rozdział świetny, czekam na następny rozdziaał <3

    OdpowiedzUsuń
  6. super !! czekam na następny !! ;)
    a ja zapraszam do siebie : www.another-world-with-you.blogspot.com ;*

    OdpowiedzUsuń
  7. co ty kurwa gadasz!!!!
    masz doskonałą wenę, a zdania są poukładane i poskładane ! :)
    kocham twój blog, jest taki inny, orginalny, różni się od pozostałych.
    i to właśnie lubię ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kurczę, wiesz, że miałam łzy w oczach jak to czytałam? Rozdział świetny! Szybko dawaj następny!

    OdpowiedzUsuń
  9. ahhhhhhhh, złapali Lucasa! Nareszcie wydarzyło się coś dobrego. I niechże ona wreszcie pozwoli Harry'emu kochać się! + szkoda, że mu nie powiedziała, że pamięta, że go pocałowała. Pozdrawiam [mykryptonite.blog.onet.pl] POLLY

    OdpowiedzUsuń
  10. "kuuurde jak ja sie ciesze że Lucasa złapali w końcu, mam nadzieję że teraz już będzie wszystko dobrze. Czekam na kolejne rozdziały z niecierpliwością:)"

    OdpowiedzUsuń
  11. zapraszam na nowy rozdział na www.another-world-with-you.blogspot.com
    a ty pisz kolejny, bo nie mogę się doczekac ! xdd

    OdpowiedzUsuń
  12. ludzie, proszę dodajcie jeszcze te kilka komentarzy bo umieram z rozpaczy! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jutro już będzie następny rozdział : )

      Usuń

Obserwatorzy